środa, 18 czerwca 2014

DAY OFF i wielka drzemka

Moja codzienność jest dzielona zawsze między syna, pracę, dom ... i trochę męża. Wiadomo, kiedy mam więcej pracy to odbywa się to przeważnie kosztem czasu dla syna. Dlatego dzisiaj postanowiłam, że robię sobie WOLNE! Co z tego wyszło? Wstaliśmy standardowo 5:40, poranne mleczko, później jeden krótki odcinek Reksia i wielkie "Auuuu..." do telewizora. Przyszedł czas na treściwsze jedzonko, więc dwie paróweczki Sokoliki, bułeczka, soczek i bierzemy się za edukację. Zaczyamy delikatnie od Kubusia Puchatka i "Tig" (czyt. Tygrysa). Jedna książeczka, druga książeczka, wszystko przejrzane. Niestety ani jedno słowo poza owym "tig" nie wypowiedziane. Znaleźliśmy starą książeczkę "Na Dobranoc". Mały K. ułożył się na moich kolanach i czytamy. Czytamy jedną bajeczkę, drugą bajeczkę, trzecią bajeczkę. Nagle nie czuję żadnego ruchu ze strony Małego K. Spoglądam. Oczęta zamknięte. Zasnął. Jak się okazuje bajki z przeznaczeniem na dobranoc mają również odpowiednią moc również w dzień. 




Śpij słodko Mały K.

Pani K.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz