wtorek, 24 czerwca 2014

Układanka drewniana

Zabawek edukacyjnych ciąg dalszy. Tak jak wspominałam we wcześniejszym poście albo i nie... postawiłam teraz na zakup dla Małego K. zabawek edukacyjny. Ostatecznie dostaliśmy się do przedszkola, więc pewne umiejętności trzeba nabyć bądź doszlifować.

Dzisiaj przedstawiam Wam układankę drewnianą. Na naszej układance znajdują się zwierzątka morskie tj. wieloryb, ośmiornica, rybki, krab i żółw. Zwierzątka, z którymi Mały K. jeszcze nie miał styczności.



Ładne, żywe kolory, różne kształty to na pewno przyciąga wzrok każdego malucha. Puzzle wyposażone są w małe uchwyty, co ułatwia utrzymanie go w rączce. Mały K. najpierw przykłada zwierzątko do luki i kręci, kręci aż ładnie się wpasuje. Chociaż nie oszukujmy się po ułożeniu puzzli kilkukrotnie Mały K. trafia idealnie.

Cała układanka jest zrobiona ze sklejki i tutaj pojawia się pierwsze "ale". Niestety, warstwy nie są sklejone wystarczająco dobrze. Niektóre były rozszczepione już kiedy Pan K. przywiózł zabawkę do domu a od jednego puzzla po dłuższej zabawie kawałek sklejki odpadł.


Jednak podoba mi się, że naprawdę ta zabawka go interesuje a to przecież tylko dopasowywanie kształtów. Widzę jak się skupia.





Na takich zabawkach najlepiej widzę jak się rozwija i po prostu podziwiam tego naszego małego faceta. Często patrzę na niego i zastanawiam się na kogo wyrośnie. Czym będzie się interesował, co będzie robił zawodowo, czy będzie humanistą bądź umysłem ścisłym.

Powracając do układanki. Z wierzchu wygląda naprawdę zachęcająco i jest na pewno fajną zabawą na początek, jeżeli chodzi o dopasowywanie kształtów. Jednak te niedopracowane elementy bardzo zniechęcają do ponownego zakupu zabawek z tej serii.

Zakup dokonany na www.smyk.com cena:10,99zł

Pani K.

Mini Warsztaty, czyli odwiedziny Agnieszki oraz odkrywanie czym jest Nikon d3200

Agnieszkę poznałam właśnie za pośrednictwem jej bloga Ciąża i Cała Reszta a konkretnie to w momencie, gdy Agnieszka zbierała materiały do postu o fotografii dziecięcej i potrzebowała kilku zdjęć. Od tej pory wymieniałyśmy myśli przez facebook'owe wiadomości.
Przy którejś wiadomości Agnieszka napisała do mnie, ze zastanawia się nad kupnem lustrzanki. Po przeanalizowaniu specyfikacji aparatów, różnych obiektywów doszłyśmy do wniosku, że najlepszą opcją będzie Nikon D3200 (sama też mam Nikona). Agnieszka otrzymała ten właśnie model od firmy Nikon do testów. Chcąc zgłębić swoją wiedzę, szczególnie w kwestii trybów manualnych odwiedziła mnie pewnego niedzielnego popołudnia.
Takie krótkie trzygodzinne warsztaty to fajna odskocznia od pracy przy komputerze a do tego poznałam przesympatyczną osobę.





Taki oto foto-ninja :)

Czytając różne blogi niejednokrotnie zastanawiałam się kim jest osoba pisząca, kto stoi za tymi postami,  doświadczeniami przelanymi na blog. Na przykładzie Agnieszki mogę stwierdzić, że są to osoby przede wszystkim bardzo otwarte. Nie nastawione na sprzedaż swojej prywatności a na podzielenie się swoimi doświadczeniami, swoją mądrością, której może ktoś poszukuje w sieci.

Agnieszka to już moja druga koleżanka z blogosfery. Mam nadzieję, że niedługo poznacie Kasię z bloga Mama po godzinach, która nie dość, że jest pełnoetatową mamą to jest kobietą z pasją tworzenia rzeczy pięknych. A jakich? To może już niedługo się dowiecie.

Pani K.

P.S. Zdjęcia podczas warsztatów wykonane Nikon D600.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Zachcianka

Dzisiaj o małej zachciance, moim małym zakupie. Nie, nie był to zakup impulsywny, bo gdy to ujrzałam to pomyślałam kilkakrotnie o tym, że jest mi to niezbędne. Nie dość, że jest to po prostu piękny przedmiot to do tego funkcjonalny. Jak mogłam odmówić sobie takiego zakupu?




Nie wiem jak Wy, ale ja mam tak, że gdy mnie najdzie na jeden kubek to piję z niego zawsze i prawie wszystko. Obecny kubek, którego najczęściej korzystam kupiłam ponad rok temu w Empiku z kolekcji wielkanocnej i chyba nadszedł czas na zmiany. Wybór padł na filiżanę!

Filiżanę kupiłam w Home&You w okresie promocji (kolejny argument przemawiający za zakupem) w cenie 14,70zł. Ogólnie w Home&You zaczynają się wyprzedaże, więc zachęcam Was do zajrzenia. Jeżeli chodzi o mnie to uwielbiam w tym sklepie ramki na zdjęcia. Chyba wszystkie ramki w moim domu pochodzą właśnie z tego sklepu i to głównie zakupione w czasie wyprzedaży. Sądzę, ze warto skorzystać.


Mój ulubiony napój o poranku? Kakao! Tak, to jest mój smak dzieciństwa, którego nigdy nie odmawiam.

Pani K.

Tak! Tak! Warsztaty Nikona!

Zapewne część z Was wie a część może dopiero się dowie, że zawodowo zajmuję się fotografią a staram się specjalizować w fotografii dziecięcej. Pozwólcie, że o przygodzie z fotografią opowiem innym razem. Dzisiaj o czymś bardzo ważnym dla mnie... Mianowicie o warsztatach, na które wybieram się we wrześniu. Mowa tutaj o Akademii Nikona i Warsztatach fotograficznych dla fotografów ślubnych. Temat reportażowej fotografii ślubnej już dawno mnie wciągnął a teraz postanowiłam podszkolić trochę mój warsztat. Jeżeli chodzi o jakiekolwiek warsztaty to powiem Wam szczerze, że nie możecie ulokować swoich pieniędzy lepiej aniżeli w wiedzę i umiejętności. Nie potrzebny będzie Wam superwypasiony obiektyw, jeżeli nie będziecie umieli należycie go wykorzystać. Kupując sprzęt musicie wiedzieć jak i co chcecie osiągnąć przy jego użyciu. Opcje są dwie albo kombinujecie metodą prób i błędów bądź uczycie się od najlepszych.


Warsztaty poprowadzi Grzegorz "Moment" Płaczek. Zaliczka zapłacona, nocleg zarezerwowany, jeszcze tylko zaklepać Polski Bus i ruszam.
Będę jak gąbka! Wchłonę każdą naukę. 

Spodziewajcie się we wrześniu relacji.

Pani K.

Tak mi graj

Na pewno większość z Was ma piosenkę, która chodzi za nim, może wciskać "play" na okrągło. Ja teraz tak mam!
Moja piosenka na teraz ...


Pani K.

piątek, 20 czerwca 2014

Kino

Oj, do kina chodzimy rzadko. Staramy się być na bieżąco, ale niestety nie zawsze się udaje. Kiedy już wychodzimy to jest to najczęściej weekend bądź święto, gdy cały dzień leniuchowania kończymy wyjściem do kina. Tym razem był to" X-Men: Przeszłość która nadejdzie".


czwartek, 19 czerwca 2014

CzuCzu, czyli puzzle do pary

Mały K. ma prawie 3 lata i jeszcze nigdy nie miał styczności z puzzlami. Po prostu się nie złożyło. Na pierwsze podejście wybrałam coś prostego, czyli CzuCzu - puzzle do pary Zwierzątka. Przede wszystkim przyciągnęła mnie opcja zwięrzątek, z którymi Mały K. ma styczność na co dzień, gdyż dziadkowie mają gospodarstwo. Poza tym te kolory. Wszystkie karty są w pięknych żywych kolorach, które dodatkowo przyciągają wzrok dziecka.
Samo pudełeczko jest kolorowe i wygląda zachęcająco a przynajmniej Mały K. od początku zacierał rączki, aby się do niego dobrać.




Pudełeczko zawiera 20 puzzli, z których możemy ułożyć 10 postaci, m.in. psa, konia, kotka, krówkę, gąskę. Pojedyncze puzzle są idealnej wielkości, aby dziecko mogło je odpowiednio utrzymać i połączyć. Części są dobrze dopracowane. 




Do zabawy zaangażowała się cała nasza trójka. Przy układaniu bawiliśmy się w nazywanie zwierzątek, w to jakie dźwięki wydają oraz jakie kolory je otaczają. Fajny pomysł na naukę poprzez zabawę. Dla nas jest to szczególnie ważne, gdyż Mały K. mimo prawie trzech lat swoją mowę ogranicza tylko do "mama", "tata", "nieee". Oczywiście mówi dużo w sobie tylko znanym języku, ale chcąc pobudzić jego chęć do nauki nowych słów musimy z nim dużo pracować.




Ułożenie zajęło nam trochę czasu. Za pierwszym razem ułożyliśmy je razem, aby wspomóc naszego malucha, później już sam wiedział, jak puzzle odpowiednio połączyć. Utrudnieniem jest na pewno to, że wszystkie "górne" puzzle mają identyczny kształt, podobnie jak i "dolne". W związku z czym piesek może zyskać krowie łaty.



Sądzę, że to była naprawdę dobra inwestycja. Tym bardziej, iż zabawa nie kończy się na ułożeniu a dzięki nim możemy kontynuować edukację. U nas niekiedy leżą cały dzień na stoliku a Mały K. chętnie do nich powraca i prosi, aby naśladować np. kurkę bądź pieska.
Nasze pudełeczko zamówiłam na www.taniaksiazka.pl a Pan K. odebrał osobiście w Białymstoku.

Cena: 12,99zł - 19,90zł

Pani K.

środa, 18 czerwca 2014

DAY OFF i wielka drzemka

Moja codzienność jest dzielona zawsze między syna, pracę, dom ... i trochę męża. Wiadomo, kiedy mam więcej pracy to odbywa się to przeważnie kosztem czasu dla syna. Dlatego dzisiaj postanowiłam, że robię sobie WOLNE! Co z tego wyszło? Wstaliśmy standardowo 5:40, poranne mleczko, później jeden krótki odcinek Reksia i wielkie "Auuuu..." do telewizora. Przyszedł czas na treściwsze jedzonko, więc dwie paróweczki Sokoliki, bułeczka, soczek i bierzemy się za edukację. Zaczyamy delikatnie od Kubusia Puchatka i "Tig" (czyt. Tygrysa). Jedna książeczka, druga książeczka, wszystko przejrzane. Niestety ani jedno słowo poza owym "tig" nie wypowiedziane. Znaleźliśmy starą książeczkę "Na Dobranoc". Mały K. ułożył się na moich kolanach i czytamy. Czytamy jedną bajeczkę, drugą bajeczkę, trzecią bajeczkę. Nagle nie czuję żadnego ruchu ze strony Małego K. Spoglądam. Oczęta zamknięte. Zasnął. Jak się okazuje bajki z przeznaczeniem na dobranoc mają również odpowiednią moc również w dzień. 




Śpij słodko Mały K.

Pani K.

wtorek, 17 czerwca 2014

BabyOno pojemnik na mleko w proszku

Dzisiejszy post kieruję do mam, które swoje maleństwa karmią wyłącznie z butelki bądź też w ten sposób dokarmiają. Dobrze, wiecie Drogie Mamy ile miejsca w torbie zajmuje pucha pokarmu, który musimy wozić ze sobą przemieszczając się z maleństwem. Ja zawsze robiłam tak, że do termosu nalewałam ciepłej wody a puchę pakowałam do torby. O zgrozo ile ona miejsca zajmowała! Z ratunkiem przyszedł mi Pojemnik na mleko w proszku firmy BabyOno.


Informacja o produkcie ze strony producenta (www.babyono.com):
"Pojemnik na mleko w proszku przeznaczony jest do przechowywania mleka suchego. Pozwala na odmierzenie pokarmu na cztery karmienia - w jednej komorze może zmieścić się do 8 miarek mleka, a także przygotowanie pokarmu na bieżąco. Specjalny dozownik w pokrywie ułatwia aplikację mleka.

Idealnie nadaje się podczas podróży i na spacerze.

Pojemniki wykonane są ze specjalnego tworzywa przeznaczonego do kontaktu z żywnością, nie zawierającego Bisfenolu A. 

POJEMNIKI NA MLEKO W PROSZKU:

- sposób na przechowywanie mleka bezpiecznie zamkniętego i suchego

- pozwala przygotować pokarm na bieżąco

- idealny podczas podróży i na spacerze 

- specjalny dozownik w pokrywie ułatwia aplikację mleka

- nie zawiera Bisfenolu A"


Pojemnik ma owalny kształt. Jego wymiary to: wysokość 8,5cm; średnica u podstawy 5,5cm, średnica pokrywy 9,5cm. Plastik, z którego jest zrobiony pojemnik jest naprawdę bardzo konkretny. Nie ugina się pod naciskiem i jest w stanie wiele "wytrzymać". Pojemnik jest bezbarwny dzięki czemu dokładnie widzimy zawartość, natomiast pokrywa jest w kolorze niebieskim. Z tego co zauważyłam na stronie producenta to nie ma możliwości wyboru koloru pojemniczka.


Tak jak podaje producent, pojemnik jest podzielony na cztery sekcje. Do każdej z nich mieści się około 7-8 miarek mleka. Pokrywa instalowana na pojemniku jest bardzo szczelna. Nie ma takiej możliwości, aby uchyliła się będąc w torbie. Na pokrywie właśnie znajduje się otwór, przez który wysypujemy mleko do butelki w trakcie przygotowywania pokarmu. Zatrzask zabezpieczający dany otwór jest również bardzo szczelny i naprawdę dość mocno trzeba go podważyć, aby otworzyć.


Z myciem też nie miałam nigdy problemu. Przegrody u podstawy nie są wąskie, więc możemy je swobodnie domyć.
Powiem Wam szczerze, że gdy początkowo wzięłam ten pojemnik do ręki to pomyślałam sobie "Eeee... beznadzieja. Pewnie cały proszek nie będzie się wysypywał i trzeba będzie otwierać pokrywę". Nic bardziej błędnego. Otwierając otwór z przegrody wysypuje się kompletnie wszystko do ostatniego pyłku. Jest skonstruowany wprost idealnie. Teraz, gdy Mały K pije mleko wyłącznie rano i wieczorem a w ciągu dnia popija soczki oraz wodę to pojemniczek wykorzystujemy np. do przechowywania owoców bądź innych przekąsek w trakcie podróży. Jest bardzo wygodny dla dwulatka.

Cena: 10-12zł (swój zakupiłam w Pepco)

Pani K.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Brum brum, czyli kurs na prawo jazdy

Tak! Nareszcie zaczęłam kurs na prawo jazdy kategorii B! Oj długo się do tego zabierałam, ale podjęłam ostateczną decyzję i z początkiem czerwca zaczęłam! Jestem z siebie mega dumna, że w ogóle wystartowałam. Łatwo nie było, szczególnie ze względu na to, iż ostatnio nagromadziło mi się sporo pracy. Teoretyczne godziny bardzo szybko mi minęły a teraz przede mną to, co najprzyjemniejsze czyli praktyka. Bałam się... tak bałam. Nigdy wcześniej nie siedziałam za kierownicą samochodu, ale muszę się jednocześnie pochwalić, bo podczas pierwszej godziny jazdy tylko raz "zgasł" :) Trzymajcie za mnie kciuki!
A jak już zdam to na samochodzie będę miała właśnie taki znaczek:

(źródło: www.empik.com)

Pani K.