niedziela, 14 września 2014

Ciasto z malinami

Dzisiaj zaprezentuję Wam przepis na ciasto z malinami, które nie może się nie udać a co więcej jest przepyszne. Przygotowanie jest stosunkowo szybkie.
Odrazu Wam zapowiadam, że nie jestem jakimś megakucharzem/megacukiernikiem. Rzadko kiedy modyfikuję przepisy bądź tworzę coś własnego (chyba, że czegoś mi zabraknie to wówczas dodam po prostu to co akurat mam w lodówce).
Przepis na ciasto pochodzi ze strony MOJE WYPIEKI. Pierwszy raz skorzystałam z niego jakieś dwa lata temu i wówczas tak mi ciacho zasmakowało, że robiłam je trzy razy pod rząd. W tym roku postanowiłam wrócić do tego przepisu.
Przygotowanie jest stosunkowo szybkie. W skrócie to wygląda tak, że przygotowujemy ciasto kruche, później wrzucamy wszystkie składniki na piankę, następnie ukłądamy maliny i prawie gotowe. 
Ale zacznijmy od początku ...


Robimy kruche:
2,5 szklanki mąki pszennej (może być również mąka krupczatka)- 250 g masła lub margaryny, zimnego
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżki cukru pudru
- 5 żółtek

Wszystkie składniki łączymy ze sobą i zagniatamy na ciasto kruche.


Ja zawsze z ciasta formuję mały wałeczek. Po czym przecinam go w proporcji 60% do 40%.
 Większa część zostanie później starta na spód ciast a mniejsza na wierzch.


Tutaj macie przykład na to jak można sobie poradzić, gdy w domu zabraknie folii spożywczej.
Ciasto wrzucam do zamrażarki na kilka godzin.


Po tym czasie wyciągamy większą część ciasta kruchego z zamrażarki. Blachę smarujemy masłem i wykłądamy papierem do pieczenia. Ciasto ścieramy na tarce. Lekko przyklepujemy ręką bądź łyżką. Wkładamy do piekarnika na 20 minut. Piekarnik nagrzany do temperatury 190C.


Gdy już nasz spód będzie miał piękny złoty kolor wyciągamy je i odstawiamy do całkowitego ostudzenia (ja zawsze chowam je w piwnicy :) ).

Gdy już nasze ciasto ostygnie to możemy zająć się przygotowaniem pianki.

Pianka:
- 5 białek
- 1 szklanka drobnego cukru do wypieków
- 1 opakowanie cukru wanilinowego (16 g)*
- 2 opakowania budyniu waniliowego lub śmietankowego, bez cukru (2 x 40 g)
- 1/2 szklanki oleju słonecznikowego


Ubijamy pianę z białek.


Stopniowo dodajemy cukier oraz cukier wanilinowy.



Dodajemy budyń.



Wszystkie nadal ucieramy na najwyższych obrotach



Na koniec dodajemy olej.



Całą piankę przekładamy na wcześniej upieczony kruchy spód.



Na naszą piankę układamy maliny. Dziurką do góry :)



Prawda, że pięknie wygląda?



Na całość ścieramy pozostałą część zmrożonego ciasta.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190C na 30-40 minut.


Naprawdę banalne wykonanie a w smaku przepyszne ciasto i bardzo lekkie.

Zapraszam do wykonania

Pani K.






czwartek, 11 września 2014

Twierdza Modlin

Szybki spacer po Twierdzy Modlin ....








poniedziałek, 1 września 2014

Kulisy powstawania zdjęć na bloga


Już kilka z Was napisało mi, że mam ładną podłogę, na której w zdecydowanej większości powstają zdjęcia produktowe na bloga. Dzisiaj zdradzę Wam tajemnicę mojej ładnej podłogi jak i dobrze doświetlonych zdjęć.
A więc zacznijmy od początku:

Podłoga/Ściana
Jak to jest, że moja podłoga może posłużyć mi również jako ściana?


Moja podłoga/ściana to po prostu panel pokazowy z jednego ze sklepów budowlanych, które w swojej ofercie mają również panele podłogowe. Takie sklepy najczęściej przy wymianie kolekcji pozbywają się paneli pokazowych, więc wystarczy, że zapytacie, czy mogą Wam odstąpić jedną bądź dwie sztuki.


Do swoich zdjęć najczęściej wykorzystuję dwa odcienie paneli. Zapewnia to urozmaicenie jak i podkreślenie charakteru niektórych produktów.

Światło:
Polecam Wam światło dzienne. Ja zawsze korzystam z okna w drzwiach balkonowych, przy których właśnie mogę ułożyć panel podłogowy.
Ale ... z racji, że drzwi są wysokie a wąskie, to ładne światło dzienne w którymś momencie po prostu się kończy. (Pamiętajcie również, aby nie układać przedmiotu bardzo blisko takiego okna. Chcemy uniknąć przepaleń na zdjęciu!)
Wracając do tematu. Chcąc wypełnić nasz kadr światłem możemy do tego celu wykorzystać blendę.


Ja przeważnie korzystam z tej delikatnej białej strony, gdyż chcę aby światło z drugiej strony przedmiotu jedynie go musnęło. Lubię, gdy jednak ten cień jest zarysowany a nie w większym stopniu zniwelowany.


W przypadku, gdyż chcę zdjąć trochę światła i dociemnić jedną ze stron to robię to za pomocą czarnej strony blendy.


Jak się okazuje najrzadziej korzystam ze srebrnej strony blendy. Przyznam Wam się szczerze, że korzystam z niej najczęściej, gdy fotografuję Małego K. i tego światła potrzebuję zebrać naprawdę dużo. Wynika z tego, że używam jej do większych gabarytowo "obiektów".


Podsumowując jak to jest zrobione:
- pokazowy/próbnik panel podłogowy ze sklepu budowlanego
- blenda

Zapewne teraz pojawi się wiele pytań: jaka blenda i czy w ogóle jest potrzebna? Dla mnie jako fotografowi ułatwia pracę i jak się okazuje w tak prostych sytuacjach jak zdjęcia na bloga również pomaga. W posiadaniu mam dwie blendy jedną mniejszą firmy Quantuum 90x120 (wersja srebrno-złota) oraz firmy nieznanej 180x120 (wersja 5w1). Jeżeli zdecydujecie się na kupno blendy to  polecam blendę 90x120 w wersji 5w1 (cena ok.100zł).

Pani K.

czwartek, 7 sierpnia 2014

Tangle Teezer - wybawienie dla loków Małego K.

Tangle Teezer... Tak, tak... ten post będzie pełen "och'ów" i "ach'ów". Dokładnie tak będzie. A to nie dlatego, że zachwyciło mnie czesanie moich włosów tą szczotką a zachwyciło mnie czesanie włosów Małego K. tą szczotką.


Szczeotkę kupiłam miesiąc temu. Użyłam kilka razy. Z racji, że mam krótkie włosy to nie miałam nigdy większych problemów z ich rozczesaniem. Co prawda zdarzyło się kilka wyrwanych, ale bez dramatu. Czesanie tą szczotką włosów to faktycznie przyjemność. Nic nie szarpie a do tego przyjemny masaż głowy.


Szczotka jest bardzo lekka i dzięki swojemu kształtowi bardzo dobrze leży w ręce. Zęby szczotki wbrew pozorom nie są ostre. Jeżeli mocniej przyciśniemy ręką to nawet się uginają.


Pewnego dnia patrząc na mojego potarganego Małego K. złapałam za szczotkę o przeczesałam jego bujne loki (Tak, wiem. Nie powinnam używać tej samej szczotki na sobie i na dziecku, ale to był jednorazowy wyskok). Mały K. zawsze uciekał od grzebienia. Zawsze było ciągnięcie za włosy, zawsze na końcach robiły się "kołtuny". Krzyk. Łzy. Dramat.
Tangle Teezer sprawił, że czesanie to przyjemność. Dosłownie sunął po lokach. Jednocześnie nie niszcząc skrętu. Z racji, ze powierzchnia szczotki jest tak duża to całą główkę można poczesać 4-5 machnięciami.
Mały K. odrazu złapał za szczotkę i sam zaczął się czesać. Poczesał również mamę i tatę. 


Widząc efekt zamówiłam szczotkę i dla Małego K. Niestety wersja Tangle Teezer dla dzieci jest mała i są to przeważnie kwiatki (proszę Was! Dla chłopaka kwiatki?). Zastanawiałam się jeszcze nad tą wersją kompaktową w owieczki, ale ostatecznie zamówiłam standardową czarną.

Koszt: 22.99zł (merlin.pl - w Białymstoku odbiór osobisty na ul.Legionowej 28)

Pani K.

niedziela, 20 lipca 2014

Niedzielny spacer






Nasz stylówka:
- t-shirt (Reserved)
- spodenki (H&M)
- trampki (Smyk)
- model (własność prywatna)


Mały K.