niedziela, 28 czerwca 2015

Milicja, czołg i GROM (czyt. Zjazd Militarny)

9:36 wyjazd. Kierunek? Czerwony Bór. II Zjazd Militarny w Czerwonym Borze. 




Inscenizacja zaplanowana na 11. Na miejscu jesteśmy 11:05. Co widzimy? Na małej scenie dwóch panów podłącza głośniki. Z kuchni polowej nie unosi się zapach grochówki, Cała "żołnierka" chowa się w lesie bądź w cieniu czołgów. Jak się okazało organizacja zawiodła. Inscenizacja została przesunięta na 15! Niestety, nie zdecydowaliśmy się na czekanie czterech godzin w słońcu na pokaz.
Panowie przespacerowali się po całym terenie, poczytali. O ile Kamil wykazywał zainteresowanie, to dla Kornela od wielkich czołgów zdecydowanie ciekawszy był Zygzak (podejrzewam, że nie szybko minie mu ta fascynacja :)



















Uciekamy do Tykocina na obiadek i oczywiście w drodze powrotnej krótka drzemka... 


A jeżeli chodzi o obiadek to oczywiście na Zamku w Tykocinie.



Jak zawsze na obsługę nie możemy narzekać. Po wejściu do restauracji natychmiast podeszła do nas kelnerka z kartą. Po dłuższej chwili zebrała zamówienia. Podano nam napoje. Na potrawy również nie musieliśmy czekać.


Zdecydowałam się na potrawę, której kosztowałam w zamkowej kuchni kilka lat temu, mianowicie typowo żydowką potrawę - Kreplach z sałatką Tabule. Niestety, tutaj przeżyłam kolejny zawód tego dnia. Ten kreplach nie przypominał tego sprzed lat. Zawartość pieroga pozbawiona smaku. Całość ratowała sałatka z kuskusem oraz sos, który dla mnie tak naprawdę budował cały smak. Cóż...


Kamil postawił na Kociołek Myśliwski. Na smak nie narzekał, ale ponoć brzuszka nie napełnił. 


A Kornel? Są frytki, jest radość.

Mimo, wszystko polecamy kuchnię zamkową. My następnym razem wybieramy sie na dzika. A Wy? Gustujecie w dziczyźnie? Jakie restauracje możecie polecić?

Kasia
Kamil 
Kornel

poniedziałek, 4 maja 2015

Pentowo - Europejska Wieś Bociania

Tak! To miejsce zdecydowanie należy do działu "Odwiedzamy-Polecamy", ale z racji, że przed wyjazdem Pani K. nie naładowałą akumulatora to dzisiaj tylko krótka relacja z naszej majówkowej wyprawy. 











Pentowo to na pewno wspaniałe miejsce na rodzinny wypad. My przy kolejnym ciepłym weekendzie wybierzemy się tam z koszem piknikowym, gdyż na terenie znajdują się zadaszone stoliki, altanka bądź po prostu można schować się w cieniu drzew. Obok znajduje się wybieg dla koni jak i łąka, więc dzieci mogą podziwiać te piękne zwierzęta. Nasz Mały K. jest ogromnym wielbicielem "Ichaaaa".
Tak więc, bądźcie przygotowani na dłuższą i o wiele bardziej obszerną w zdjęcia relację z kolejnych odwiedzin.

Pani K.
Pan K.
Mały K.

P.S. Tak. Bociany też były. Tuż nad naszymi głowami :)

czwartek, 26 lutego 2015

Pani K. przy garach: Ciasteczka owsiane z pestkami dyni oraz słonecznikiem

Krótko: brzydkie, ale smaczne


Potrzebujemy:
- 125g masła
- 1/3 szklanki brązowego cukru
- 1 szklanka mąki przennej
- 1 jajko
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/3 szklanki herbaty
- 1,5 szklanki płatków owsianych
- 1/2 szklanki ziaren słonecznika
- 2/3 szklanki pestek z dyni

... i zaczynamy! 


Masło oraz cukier mieszamy mikserem.



Dodajemy jajko, mąkę, proszek do pieczenia ...


oraz herbatę.


Dodajemy pestki dyni, ziarna słonecznika oraz płatki owsiane.


Mieszamy wszystko łyżką.


Formujemy ciasteczka. Kształt dowolny.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180C przez 15 minut.


Gdy ciasteczka są już złociste, wyciągamy je z piekarnika i cieszymy oczy a później brzuszki :)

Pani K.

sobota, 21 lutego 2015

Tykocin

Dawno nas tutaj nie było. A konkretnie cały miesiąc. Dlaczego? Pogoda nieciekawa. Mały K. wciąż chorował. Wiecie jak to jest. Brak chęci na cokolwiek. Na szczęście wraca słońce i wracamy my. Wszyscy zdrowi. Pełni sił do działania.
Dzisiaj była pierwsza wspólna sobota od chyba miesiąca (Pani K. przeważnie pracuje w sobotę). W początkowych planach mieliśmy tylko wyjść na spacer. Ostatecznie wybraliśmy się do restauracji na Zamku w Tykocinie. Jest to póki co nasze ulubione miejsce w Tykocinie jeżeli chodzi o pyszne jedzenie jak i obsługę. W tej restauracji nie tyle, że obsługa poleci Wam to, co najlepsze to dosłownie Was "dopieszczą". A konkretnie Was i Wasze dzieci. Mały K. odrazu dostał kredki i kolorowankę :) Niby mały gest a już dziecko i rodzice kupieni. 










Po tym jak wypiliśmy pyszną kawusię a ja zjadłam grillowany ser koryciński owinięty boczkiem podawany z żurawiną oraz sałatką (przecież, gdy to się tylko czyta to już brzmi pysznie!) ruszyliśmy na plac. Tak naprawdę mieliśmy szczęście co do tego dnia, bo Tykocin nie jest jeszcze oblężony przez turystów.







Pani K.
Pan K.
Mały K.