czwartek, 2 lipca 2015

Warszawa. Dzień 1. Zoo. Stadion Narodowy.

Do Warszawy wybraliśmy się na 4 dni. Pierwsze trzy dni to dni pt. "Kornel i mama podbijają Warszawę". Cały pobyt zaplanowałam głównie pod Kornela, aby to on jak najwięcej skorzystał i aby był dla niego atrakcyjny.
Dzień 1
Dzień naszego przyjazdu. Podrzuciliśmy walizki do hotelu i ruszyliśmy z Kornelem zaliczyć pierwszy punkt naszej wyprawy - Miejski Ogród Zoologiczny w Warszawie. Zoo mieści się na ulicy Ratuszowej nad Wybrzeżem Helskim. Wejście do Zoo jest dobrze widoczne. Byliśmy tam około godziny 15 i nie natkneliśmy się na kolejki do kasy. Co do cen. Uzależnione są one przede wszystkim od miesiąca w jakim odwiedzacie Zoo oraz w jakim wieku są odwiedzający.
- bezpłatnie wchodzą dzieci w wieku 0-3 lat, osoby po 70 roku życia oraz osoby niepełnosprawne wraz z opiekunem. 
- 20zł - bilet normalny
- 15zł - dzieci 3-6, uczniowie, studenci, emeryci i renciści.


Zoo jest naprawdę duże i sporym ułatwieniem jest mapka znajdująca się m.in. na odwrocie biletu oraz tabliczki, które wskazują nam odpowiednią trasę do kolejnych wybiegów bądź klatek.


Zaczęło się nie najlepiej. Papugi nie chciały współpracować przy sesji :)










Słoń. Tak! Zdecydowanie ten zwierz robi wrażenie.



W budynku z gadami podziwialiśmy żółwie. Te malutkie i te całkiem spore.


Żyrafa. To właśnie z jej powodu ...


... zyskaliśmy pierwsze obtarte kolano. A nawet dwa kolana.


"Tig"... Whrrrraaauuuu....


Powiem szczerze, że gdy fotografowałam lwa to miałam wrażenie, że pozował. Pokazywał profil, półprofil. Miłe zaskoczenie. 



"Kornelku, spójrz do mnie, uśmiechnij się, zrobimy zdjęcie"... jasne!
#dzieckofotografa

Zwiedzanie ZOO zajęło nam około 2 godzin. Z racji, iż było dość wcześnie a po drodze do ZOO mijaliśmy Stadion Narodowy, to pomyślałam, że w drodze powrotnej możemy o nie zahaczyć. Niestety, poszliśmy tam pieszo. Dzisiaj już wiem, że nie była to dobra decyzja. Trasa około 2km z obtartymi kolanami nie wyszła nam na dobre, ale za to stadion ...

Było już dość późno i byliśmy zmęczeni, więc zdecydowaliśmy się jedynie na Punkt Widokowy (czynny w godzinach 9:00-21:00). Bilety są do kupienia w recepcji. Bilet normalny w cenie 10zł, natomiast dzieci do lat 5 wchodzą za darmo.


Na punkt widokowy wchodzimy wejściem R. Uwaga! Drogie Pani przechodząc przez bramki proponuję trzymać torebkę przed sobą, gdyż przejścia są dość wąskie. Na punkt widokowy prowadzą duuuuże schody... na szczęście ruchome :) Kornel oczywiście zachwycony.








Plan na dzień następny? Centrum Nauki Kopernik.

Kornel
Kasia

niedziela, 28 czerwca 2015

Milicja, czołg i GROM (czyt. Zjazd Militarny)

9:36 wyjazd. Kierunek? Czerwony Bór. II Zjazd Militarny w Czerwonym Borze. 




Inscenizacja zaplanowana na 11. Na miejscu jesteśmy 11:05. Co widzimy? Na małej scenie dwóch panów podłącza głośniki. Z kuchni polowej nie unosi się zapach grochówki, Cała "żołnierka" chowa się w lesie bądź w cieniu czołgów. Jak się okazało organizacja zawiodła. Inscenizacja została przesunięta na 15! Niestety, nie zdecydowaliśmy się na czekanie czterech godzin w słońcu na pokaz.
Panowie przespacerowali się po całym terenie, poczytali. O ile Kamil wykazywał zainteresowanie, to dla Kornela od wielkich czołgów zdecydowanie ciekawszy był Zygzak (podejrzewam, że nie szybko minie mu ta fascynacja :)



















Uciekamy do Tykocina na obiadek i oczywiście w drodze powrotnej krótka drzemka... 


A jeżeli chodzi o obiadek to oczywiście na Zamku w Tykocinie.



Jak zawsze na obsługę nie możemy narzekać. Po wejściu do restauracji natychmiast podeszła do nas kelnerka z kartą. Po dłuższej chwili zebrała zamówienia. Podano nam napoje. Na potrawy również nie musieliśmy czekać.


Zdecydowałam się na potrawę, której kosztowałam w zamkowej kuchni kilka lat temu, mianowicie typowo żydowką potrawę - Kreplach z sałatką Tabule. Niestety, tutaj przeżyłam kolejny zawód tego dnia. Ten kreplach nie przypominał tego sprzed lat. Zawartość pieroga pozbawiona smaku. Całość ratowała sałatka z kuskusem oraz sos, który dla mnie tak naprawdę budował cały smak. Cóż...


Kamil postawił na Kociołek Myśliwski. Na smak nie narzekał, ale ponoć brzuszka nie napełnił. 


A Kornel? Są frytki, jest radość.

Mimo, wszystko polecamy kuchnię zamkową. My następnym razem wybieramy sie na dzika. A Wy? Gustujecie w dziczyźnie? Jakie restauracje możecie polecić?

Kasia
Kamil 
Kornel

poniedziałek, 4 maja 2015

Pentowo - Europejska Wieś Bociania

Tak! To miejsce zdecydowanie należy do działu "Odwiedzamy-Polecamy", ale z racji, że przed wyjazdem Pani K. nie naładowałą akumulatora to dzisiaj tylko krótka relacja z naszej majówkowej wyprawy. 











Pentowo to na pewno wspaniałe miejsce na rodzinny wypad. My przy kolejnym ciepłym weekendzie wybierzemy się tam z koszem piknikowym, gdyż na terenie znajdują się zadaszone stoliki, altanka bądź po prostu można schować się w cieniu drzew. Obok znajduje się wybieg dla koni jak i łąka, więc dzieci mogą podziwiać te piękne zwierzęta. Nasz Mały K. jest ogromnym wielbicielem "Ichaaaa".
Tak więc, bądźcie przygotowani na dłuższą i o wiele bardziej obszerną w zdjęcia relację z kolejnych odwiedzin.

Pani K.
Pan K.
Mały K.

P.S. Tak. Bociany też były. Tuż nad naszymi głowami :)

czwartek, 26 lutego 2015

Pani K. przy garach: Ciasteczka owsiane z pestkami dyni oraz słonecznikiem

Krótko: brzydkie, ale smaczne


Potrzebujemy:
- 125g masła
- 1/3 szklanki brązowego cukru
- 1 szklanka mąki przennej
- 1 jajko
- pół łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/3 szklanki herbaty
- 1,5 szklanki płatków owsianych
- 1/2 szklanki ziaren słonecznika
- 2/3 szklanki pestek z dyni

... i zaczynamy! 


Masło oraz cukier mieszamy mikserem.



Dodajemy jajko, mąkę, proszek do pieczenia ...


oraz herbatę.


Dodajemy pestki dyni, ziarna słonecznika oraz płatki owsiane.


Mieszamy wszystko łyżką.


Formujemy ciasteczka. Kształt dowolny.
Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180C przez 15 minut.


Gdy ciasteczka są już złociste, wyciągamy je z piekarnika i cieszymy oczy a później brzuszki :)

Pani K.