Do 3 roku życia Kornel nie przyjął ani jednego antybiotyku, ale gdy poszedł do przedszkola... Nasza dobra passa zdrowotna się skończyła. Zaczęło się jedno wielko chorowanie. Tydzień w przedszkolu, trzy tygodnie w domu. Ciągłe infekcje. Zatkany nos, gardło a po roku pojawiły się infekcje ucha, ropienie, krwawienie i ostatecznie niedosłuch. W ciągu roku konsultowaliśmy się z trzema laryngologami. Pierwszy stwierdził, że nic nie widzi. Drugi, że to alergia. Po drugim laryngologu zrezygnowaliśmy. Dopiero logopeda zwróciła naszą uwagę, że Kornel wyjątkowo ciężko oddycha przez usta i zasugerowała nam przerośnięty migdałek. Rozumiecie to? Logopeda zauważyłam a laryngolodzy, alergolodzy, lekarze rodzinny nic. I dopiero trzeci laryngolog zauważył przerośnięty migdałek. Dostaliśmy wówczas sterydy na oczyszczenie nosa oraz antybiotyki na uszy. Po miesiącu mieliśmy pojawić się z decyzją co do wycięcia. Czytaliśmy wiele i opinie są różne. Aczkolwiek w rozmowach z rodzicami dzieci, które miały wycięte migdałek słyszeliśmy same pozytywy. Dzieci przestały chorować, zniknęło chrapanie, lepiej jedzą a u niektórych poprawił się aparat mowy.